Ratuję Kubusia

„Upływ czasu widać po dzieciach…”

„Upływ czasu widać po dzieciach…” Często słyszałam to zdanie w dzieciństwie, gdy długo (wtedy nawet tydzień trwał długo) niewidziana, ciotka/wujek wzdychali na widok mój i brata. Wtedy wydawało mi się, że posługiwanie się takimi sloganami to domena starców. Wyczuwam jakiś protekcjonalny ton w takich sformułowaniach. Coś w stylu „oj, ja to się na życiu znam, tyle przeżyłem/am, wiem co mówię…”.

Wtedy wydawało mi się, że trzeba być bardzo starym i zmęczonym, albo raczej znudzonym życiem, by nie mierzyć czasu w swoich przeżyciach. Właściwie jestem prawie pewna, że gdyby ktoś mnie wtedy zapytał, kiedy ostatni raz się widzieliśmy, bez dłuższej chwili namysłu mogłabym mu odpowiedzieć: „3 wywrotki na rowerze, 8 burzliwych kłótni z bratem, 2 zjedzone dżdżownice, 4 plany ucieczki z domu i dwa upadki z drzewa temu”- co w tłumaczeniu na dzisiejszy oznacza… „wczoraj”!!!

Mimo wszystko, mimo całej niechęci do tytułowego sformułowania muszę przyznać: merytorycznie jest w nim sporo prawdy. Ała… Przyznanie tego zabolało jak diabli, czyżbym też już była stara?

Prawda jest taka, że ze względu na Kubusia, jego poczucie bezpieczeństwa, staram się nadać każdemu dniu pewien rytm. Mamy konkretne pory posiłków, konkretną porę spaceru, a także określoną godzinę, kiedy przystępujemy do rehabilitacji. To nie jest plan, który sobie wymyśliłam i się jego trzymam za wszelką cenę. To plan, którego nauczył mnie Kubuś. Sam pokazał kiedy jest najlepsza pora na drzemkę, sam pokazał kiedy chętnie je, pokazał nawet czas, kiedy jest gotów się wyciszyć i w poczuciu bliskości z mamą poddać się wszystkim zabiegom rehabilitacyjnym bez protestu. To plan, który zmienia się razem z Kubusiem, zmienia się razem z jego dojrzewaniem.

Każdy  nasz dzień wygląda podobnie, każdego dnia coś się jednak zmienia. Kubuś każdego dnia rozumie więcej, każdego dnia dojrzewa. Ja aż tak drastycznie się nie zmieniam, dlatego tak bardzo nie odczuwam upływu czasu. Koncentruję się na gotowaniu obiadu, sprzątaniu, praniu itd, a jednak niezmiennie cieszę się z tego, że właśnie tak mogę te dni spędzać. Tak, cieszę się, bo każdej czynności towarzyszy ciekawskie spojrzenie i dotyk Kubusia, jego obecność. Tak po prostu. Nic mnie nie omija. Dzień pozornie podobny do poprzedniego, może być dniem przełomowym, bo to dzień kiedy przebił się nowy ząbek, bo to dzień kiedy Kubuś postawił pierwszy krok, bo to dzień, kiedy dla odmiany sam chciał poczytać mi książeczkę.

Wszystkie te dni złożyły się w 15 pięknych miesięcy, w przeciągu  których, Kubuś zmienił się nie do poznania, a mi w tym czasie przybyło pewnie kilka zmarszczek…

Kuba uświadomił mi ile można osiągnąć w takim pozornie krótkim czasie i w ogólnym rozrachunku wychodzi na to, że strasznie się obijałam! A Wy?

Ps. Odezwę się znów za 7000000 uśmiechów Kubusia, 11 prań, 36 mruczeń Kokota i 13 wyznań miłości mojego męża.

Ps.2. Kochanie spręż się – reszta na pewno wydarzy się bardzo szybko!




oddzielenie
  • Facebook
  • Pinterest
  • Twitter
  • Google Plus
  • RSS
  • Email
  • Add to favorites

Dodano 22 stycznia 2014 do kategori: Bez kategorii • • 1 Komentarz

Komentarze
  1. tatuś Qbinka napisał(a):

    Kochanie moje najcudowniejsze,ukubusiam Cię nad życie!
    PS. To już 1113 raz od posta:)

Napisz komentarz