Ratuję Kubusia

Pomysł na rozprowadzenie bomby biologicznej – syrop dla dzieci!

+/-22.30
Wtorkowy wieczór. Padam z nóg. Ciężki dzień. M w pracy do 21, ja na najwyższych obrotach od 07.00. Dopiero usiedliśmy po dniu przepełnionym wrażeniami. Kubuś dzisiaj na zajęciach w szkole muzycznej dał z siebie wszystko (więc i ja musiałam) i po powrocie do domu był tak zmęczony, że nie miał siły jeść kolacji… 100ml specjalnego, modyfikowanego mleka to wszystko co udało mi się mu podać. A i to podstępem… Nawet nie mam siły opowiadać o tym, ile kosztuje mnie podanie Kubusiowi jakiegokolwiek posiłku w trakcie nasilonego ząbkowania. Może innym razem… To wszystko nieważne, po prostu na prawdę padam z nóg ale mimo to, nie mogę zignorować postawy dotyczącej higieny zdrowia, jaką kreują media… Dlatego pomimo zmęczenia zeskoczyłam z kanapy, dopadłam laptopa i piszę…
Codziennie myję ręce tysiące razy, spryskuję środkiem dezynfekcyjnym żeby zapewnić Kubusiowi jak najlepsze warunki mikrobiologiczne, myję podłogi chlorem, dbam o to żeby się nie rozchorować, bo mogę zarazić Kubusia… Nie oczekuję że wszyscy tak będą postępować, ale liczę że ludzie zachowują przynajmniej podstawowe zasady higieny. Kiedyś sama przychodziłam do pracy z katarem, nie jestem z tego dumna. Nigdy też nie twierdziłam że to słuszne postępowanie.
W sumie to wszystko także bez znaczenia, ale przy takim tle może lepiej zrozumiecie, jaką wagę ma dla nas dbałość o  podstawowe(!!!) zasady higieny i szerzenie jej zasad w mediach.Mamy tu do czynienia z reklamą, która z definicji ma na celu zwiększenie sprzedaży. A że jest to reklama leku, to tok myślowy jest prosty: mniejsza higiena–> więcej zachorowań–> większa sprzedaż leku. Wszystko się zgadza, tylko czy to słuszne promować takie wzorce zachowania?
W tv blok reklamowy w przerwie filmu: „ssssszszszszszsz kup podpaski a rozwiążesz problem cellulitu, wypróbuj pastę do zębów a poznasz miłość swojego życia, zażyj placebo a twojej żonie podskoczy libido sssszszszszszszssssss”. Standard. Aż nagle, moje oczy powiększają się do wielkości spodków (kosmicznych!!!) bo nie mogę uwierzyć w to, co słyszę i widzę!
A oglądam reklamę syropu na kaszel.
Nie trzeba zadać sobie wiele trudu, żeby znaleźć informacje nt. tego co wywołuje suchy kaszel, ale najbardziej interesuje mnie wiedza na ten temat producenta leku…
Wchodzę na stronę, czytam:
„Suchy kaszel u dzieci to objaw, którego nie należy lekceważyć. Najczęściej jest zwiastunem początkowej fazy infekcji i utrzymuje się do 3 dni. Co należy więc zrobić, gdy naszego malucha męczy suchy kaszel?”
Reklama wskazuje na to, że należy zachować się następująco: „Jeśli podejrzewasz że dziecko ma infekcję, a w najbliższym terminie ma odbyć się imprezka, podaj mu syropek, który w ciągu tego Wielkiego dnia złagodzi objawy infekcji na tyle, żeby goście się nie zorientowali, a dzieciak niech dmucha swoimi zarazkami na tort, którym za chwilę rozczęstuje swoich miłych gości, wraz ze świeżutką okrasą z wirusów i bakterii. Sto lat! A na najbliższy tydzień dużo zdrowia szanownym  gościom!”
A najlepiej, niech mama solenizanta, czy jubilata, poleci mamom gości syropek…

I do tego slogany reklamowe na stronie producenta:
1. „najchętniej polecany lek na kaszel suchy wśród farmaceutów.”
  • O czym to świadczy?
  • O sile Marketingu, Drodzy Państwo! A konkretnie Trade Marketingu w połączeniu z siłą persfazji Przedstawicieli Handlowych.
  • A o czym jeszcze?
  • O niczym!
Lek polecany przez farmaceutę a nie lekarza? Jak to?! Od dawna, nawet producenci past do zębów posługują się autorytetem lekarzy stomatologów żeby uwiarygodnić swój produkt!
Producent najwyraźniej obrał ścieżkę dystrybucji jako kluczowego narzędzia sprzedaży, dał pewnie każdemu farmaceucie zestaw pięknych noży ze stali chirurgicznej do 10 kartonów leku, albo fajną zastawę stołową do 5 kartonów, a farmaceuta wziął, bo konkurencja oferowała tylko komplet pościeli.

  • A co dalej czynią biedni, zatowarowani farmaceuci?
  • Polecają”, żeby chociaż częściowo odzyskać pieniądze ulokowane w zapas nowego, „najskuteczniejszego” leku.
2. „najczęściej wybierana marka na kaszel suchy wśród pacjentów” 
  • A jakie dania najczęściej kupują klienci niedrogich knajp?
  • Dania dnia! Bo są polecane przez Szefa Kuchni (nie dietetyka)
  • A zazwyczaj dlaczego są polecane?
  • Bo „nie zeszły” dnia poprzedniego (w najlepszym wypadku)!
  • Na rotacji jakiego produktu zależy sprzedawcom najbardziej?
  • Takiego, który sam się nie sprzedał, którego klient nie wybrał spośród innych, a termin ważności ulega przedawnieniu..
  • Więc co może zrobić sprzedawca?
  • Polecać!
  • A co robi klient?
  • „Wybiera najczęściej”…
Nie twierdzę że tak jest w tym przypadku. Szczerze mówiąc nie spotkałam się z tym produktem wcześniej, nie widziałam go na półkach aptecznych, choć niestety jestem ich stałą bywalczynią.To normalne że producent wprowadzając nowy produkt na rynek przeznacza konkretny  pieniądz na jego szeroko rozumianą promocję. Ale w momencie, kiedy argumenty które podsyła  potencjalnemu klientowi są tak niewiarygodne, to świadczy nie tylko o braku dowodów na skuteczność leku, ale także o braku szacunku do klienta, do jego zdrowia i jakości życia.
W momencie gdy rozmawiamy o branży farmaceutycznej, boli to tym bardziej…
A mnie boli jeszcze bardziej, bo życie mojego Synka jest od tej branży uzależnione…



oddzielenie
  • Facebook
  • Pinterest
  • Twitter
  • Google Plus
  • RSS
  • Email
  • Add to favorites

Dodano 4 lutego 2014 do kategori: Bez kategorii • • Dodaj komentarz

Napisz komentarz