Ratuję Kubusia

Pod mocnym aniołem

W poprzedniej recenzji była mowa o degeneracji, dziś pójdę jeszcze dalej- dno dna. Poniżej mułu…

Nie mam na myśli filmu jako takiego, a poziom (bo rzadko kiedy zdarza się zachować pion) życia bohaterów. Przysłowiowy „brud, smród i ubóstwo” jest w tym filmie brudniejszy, bardziej śmierdzący i uboższy niż kiedykolwiek mogłam sobie wyobrazić.

Wstrząsająca historia życia zapętlonego w czasie i przestrzeni. Życia zamotanego pomiędzy nieustającym stanem odurzenia a odwykiem.

Poznajemy losy różnych ludzi, których łączy niemoc.

Widzimy obrazy, których nie chcielibyśmy oglądać, pamiętać, bo raz ujrzane odciskają się nieodwracalnie.

Zaglądamy w dusze ludzi, którzy nie potrafili zaznać satysfakcji w rzeczywistości, przyjąć jej takiej jaka ona jest. Tych ludzi choroba upodliła doszczętnie. Odebrała możliwość samodecydowania, opętała umysły, poraziła ciała…

Film opisuje problem alkoholizmu, ale go nie wyczerpuje. Pokazuje tylko jedną jego odsłonę.

Nie odczytuję w jaki sposób wydarzenia napędzają proces degradacji głównego bohatera. Być może dlatego, że to nie one wpływają na jego czyny, są raczej ich konsekwencją.

Oglądając film/ sztukę staram się utożsamiać z postaciami. Dzięki temu wydaje mi się, że mogę lepiej zrozumieć ich postępowanie. W tym przypadku chciałabym się od tego odżegnać za wszelką cenę. Nie dlatego że potępiam, a dlatego że jak nic na świecie przeraża mnie bezradność. Bezradność samych bohaterów ale także ich otoczenia

Ogólnie oceniam film jako trudny, chyba najcięższy jaki kiedykolwiek obejrzałam (zazwyczaj najbardziej męczą mnie filmy bez przesłania, ładu i składu). Zmęczyły mnie obrazy braku panowania nad fizjologią, których w filmie jest nad wyraz dużo i głównie z tego względu nie obejrzałabym go ponownie.




oddzielenie
  • Facebook
  • Pinterest
  • Twitter
  • Google Plus
  • RSS
  • Email
  • Add to favorites

Dodano 28 stycznia 2014 do kategori: Bez kategorii • Otagowano jako: Dodaj komentarz

Napisz komentarz