Ratuję Kubusia

Nie przepraszam

Przykro mi Synku…

Przykro mi, że nie pozwalam Ci się wyspać, że zrywam Cię z łóżeczka.

Przykro mi, że sadzam Cię w samochodzie, kiedy jeszcze ziewasz.

Przykro mi,  że jedziemy w tamtą stronę, w tamtym celu.

Przykro mi, kiedy wkładają Ci tą długą pałeczkę do gardła, gdy się nią dławisz…

Przykro mi kiedy sama to robię.

Przykro mi, że nie mogę wejść na salę, kiedy wkładają Ci sondę przez nosek lub gardło do płuc, oskrzeli, sprawdzając czy nie ma tam niebezpiecznych zalegań.

Przykro mi, że cierpisz z głodu, a ja choć o tym wiem, nie podaję nawet mleka.

Przykro mi, kiedy każą Ci wytrzymać w jednej , niewygodnej pozycji, żeby zrobić rtg.

Przykro mi, kiedy przykładają Ci zimną głowicę do brzuszka- usg.

Przykro mi, kiedy kłują Cię igłą i pobierają dużo krwi.

Przykro mi, kiedy przez cały dzień rozmawiam z dietetyk, fizjoterapeutą, lekarzem, przy Tobie, o Tobie…

W duszy zawsze płaczę kiedy Ty płaczesz, cierpię kiedy Ty cierpisz. Chciałabym wziąć to wszystko na siebie.

Przykro mi, że nie mogę.

Przykro mi, ale nie przepraszam…

Bo widzisz Synku, przepraszać należy za złe intencje, zamiary, złośliwość…
Żadne z powyższych nie przyświecały mi, gdy godziłam się na te badania.

Jest wręcz odwrotnie.

To ważne, żeby wiedzieć co się w Tobie dzieje, czy gdzieś od środka muko Ciebie nie kradnie, nie podgryza małymi, okrutnymi kęsami.
Czy to co robimy, jak walczymy z chorobą, robimy dobrze? Czy to wystarczy? Czy nie trzeba zrobić czegoś jeszcze? Czy w ogóle można zrobić coś jeszcze?

 

Minął już ponad tydzień odkąd stres i obawa związana z wizytą w szpitalu, formułowały powyższe zdania. Jesteśmy w domu. Katar dokucza Ci już coraz mniej, te trzy oporne ząbki, które postanowiły wychodzić jednocześnie, jeszcze nie dają za wygraną, ale już niedługo… Już je widać.

Jak dotąd Rabka była dla nas łaskawa. Zawsze witała nas słonecznie, żegnała raczej spokojnych, choć bardzo wymęczonych nadmiarem wrażeń… Tak było i tym razem. Niech będzie tak też każdym następnym. Kolejna wizyta za 6 miesięcy.

I teraz nie jest mi przykro.
Tobie też nie jest przykro.
Oboje zdajemy się nie pamiętać tego, co było blisko tydzień temu.

Jesteśmy pewni, spokojni, szczęśliwi!




oddzielenie
  • Facebook
  • Pinterest
  • Twitter
  • Google Plus
  • RSS
  • Email
  • Add to favorites

Dodano 7 kwietnia 2014 do kategori: Do Kubusia, Rodzicielstwo • Otagowano jako: , , , 2 komentarze

Komentarze
  1. Magda napisał(a):

    Dawno nie płakałam nad przeczytanym tekstem, a teraz płaczę. I mimo, że jestem człowiekiem silnym emocjonalnie ze względu na swoją pracę i dzieci, które dzięki jej poznałam to wzruszyłaś mnie bardzo. Trzymam kciuki za Waszą wytrwałość, za determinację i za walkę z chorobą. Będę zaglądać i cieszę się, że Was dziś (choć wirtualnie) poznałam. Kubusie to fajne chłopaki!!!

  2. Alexandra napisał(a):

    Asia! Aż się popłakałam.
    Uwielbiam Twoje teksty….
    Trzymam kciukasy za jutrzejszą wizytę i ściskam Was wszystkich!!! :)

Napisz komentarz