Ratuję Kubusia

Matka- Polka

Matka- Polka

Matka-Polka.

Brzmi dumnie. Ale tylko brzmi. Jestem nią od blisko półtora roku, ale zdaje się że tej Polski to nie obchodzi.

Nie obchodzi to też NFZ-tu, ani nie obchodzi lekarzy, pediatrów, innych matek. Wszyscy mają mnie w d.. Nie jest to dla mnie nowością… Ale dalej mnie to gorszy, boli…

Zostałam matką, przestałam być Polką?

Zostaję z dzieckiem, mężem i chorobą sama. Państwo elegancko umywa rączki. „Becikowe dostała? Dostała! To do widzenia! Jakieś tam refundacje, świadczenia  dostajesz, nie świruj od razu. Masz faceta w razie „w” dostaniesz alimenty. NASTĘPNY!” Nikogo nie zastanawia jakie to świadczenia, na co starczają te kwoty.

Co to właściwie znaczy być Matką Polką? Czy ktoś mi wreszcie wyjaśni?

Kiedyś myślałam, że to obraz Matki, która w naszym Państwie powiła Dziecię i chowa je zgodnie z polską tradycją. Uczy o korzeniach, pokazuje folklor, zakorzenia kulturę, patriotyzm, smaki. Państwo jest dumne, że tak rzetelnie wykonuje swoje obowiązki, stara się jej stworzyć odpowiednie warunki,  a Matka jest dumna, że wychowuję kolejnego obywatela Polski.

Idealistka Trufla…

Dla mnie, bycie Matką-Polką oznacza nieustanne przepychanki, nieustające tłumaczenia, dlaczego muszę wrócić do domu na rehabilitację, dlaczego siedzenie godzinami w kolejce w zatłoczonym, zakaszlanym korytarzu jest niebezpieczne dla mojego dziecka… Udowadnianie że sprzęt rehabilitacyjny jest drogi, że potrzebuję pomocy bo nie mogę wrócić do pracy… Dlaczego? Przecież jestem Matką-Polką! Przygarnij mnie do cholery Polsko, tak chętnie jak wyrabiałam Ci PKB, tak ochoczo jak wpływałam na PNB!

Matka- Polka- Żebraczka?

Żeby móc choć próbować walczyć z okrutną chorobą, muszę prosić o darowizny, zbierać 1%, bez tego nie mam gwarancji że polski system zapewni Kubusiowi godne warunki leczenia, życia. I jak mam czuć się dumnie?

Wiem, że moja sytuacja nie jest dramatyczna, chociaż zmiana jaka nastąpiła w moim życiu po diagnozie Kubusia, taka właśnie była. W krótkim czasie, z osoby która sama decydowała gdzie chce pracować, na jakich warunkach, za jakie pieniądze, stanęłam w obliczu sytuacji, kiedy muszę się dostosować do przerażających realiów. Wiem że wiele rodzin znajduje się w trudniejszym położeniu pod wieloma względami. Nie mam w sobie na tyle siły, by chociaż próbować przytaczać problemy, o których wspominali rodzice niepełnosprawnych dzieci z zaciśniętymi gardłami w sejmie. Walczą tam także w mojej sprawie. Los tych rodzin nie jest mi obojętny. Nie chcę wchodzić w polityczny ton. Nie zaproponuję rozwiązania. Przedstawiam jedynie swoją perspektywę, swój punkt siedzenia…

Mam na imię Joanna.

Mam 29 lat, wyższe wykształcenie ekonomiczne, doświadczenie zawodowe w dużym koncernie, męża i synka.

Od ponad roku zawodowo zajmuję się opieką nad osobą niepełnosprawną- przeprowadzam rehabilitację, planuję dietę, dawkuję leki i suplementy, dbam o właściwe warunki higieniczne by zapobiegać niebezpiecznym infekcjom bakteryjnym i wirusowym. Do moich obowiązków należy także zbiórka pieniędzy na leczenie, którego miesięczny koszt wynosi nawet kilka tysięcy- zależnie od stanu zdrowia.

To ciężka praca, ale lubię ją. Zwłaszcza że nieźle zarabiam, w najcenniejszej walucie świata- uśmiechach mojego synka Kubusia. Nie mam prawa do L4 ani urlopu. System premiowy przewiduje spędzanie dni w domu zamiast w szpitalu…

Pilnie poszukuję doradcy, który pomoże mi zagospodarować środki przyznane przez Państwo (w sumie 973 zł), by wystarczyły na pokrycie kosztów leczenia, zapłacenie rachunków i zapewnienie mojemu dziecku godnego życia.




oddzielenie
  • Facebook
  • Pinterest
  • Twitter
  • Google Plus
  • RSS
  • Email
  • Add to favorites

Dodano 20 marca 2014 do kategori: Rodzicielstwo • • Dodaj komentarz

Napisz komentarz