Ratuję Kubusia

Już byłam w ogródku, już witałam się z gąską…

Osoby z mojego najbliższego otoczenia wiedzą to już od dawna, bo właściwie już od 1,5 roku problemy z widzeniem dają o sobie już dosyć mocno znać. Czuję, że niesamowicie utrudnia mi to życie. Nie rozpoznaję twarzy, nie mogę niczego znaleźć, obsługa komputera czy telefonu zajmuje wiele więcej czasu, a ostatnio korzystam już tylko z funkcji, w które wchodzę intuicyjnie, skrótami, nie mogę nawet znaleźć kursora. Nie czytam, nie bloguję a ostatnio nawet nie zamieszczam nic na fb. Mam problem z dawkowaniem Kubusiowi leków: nie mogę odmierzyć soli do nebulizacji, nie mogę policzyć granulek kreonu, coraz więcej ich rozsypuję, nie mogę odczytać zawartości tłuszczu na etykietach, nie widzę nawet czy oczka Kubusia są już zaspane, do buzia trafiam łyżeczką czasami, a czasami nie…  Pisząc to w tej chwili używam pogrubionej czcionki 18, a żeby to sprawdzić musiałam przychylić się na odległość ok. 4 cm do monitora. Piszę więc praktycznie na czuja, zasłaniając jedno oko bo lewym nie jestem już w stanie nic odczytać, bez względu na kolor, wielkość oświetlenie napisu.. Nie jestem pewna co wstukuję w klawiaturę. To dlatego ostatnio tak mało wpisów, dlatego zaglądam tu rzadko. Chęci są, tematy są ale siły brak. Napisanie, czy odczytanie nawet kilku krótkich zdań nie jest łatwe i wymaga wysiłku, a gdy się już uda to jestem zmęczona jakbym przebrnęła przez sześcioksiąg „Władcy pierścieni”.
Dlaczego tak źle widzę? Z powodu zaćmy, która jest u mnie bardzo zaawansowana. Udałam się do kliniki okulistycznej. Pani doktor kilkukrotnie powtarzała badania, nie mogąc uwierzyć w to, że w moim wieku (jestem przed 30-tką) schorzenie tak bardzo się rozwinęło. Dołujące to. Dobra wiadomość jest taka, że na szczęście można to leczyć. Wystarczy poddać się zabiegowi, który niestety jest dosyć kosztowny (7000zł/ oko). W moim przypadku skuteczna może być tylko najdroższa istniejąca soczewka bo prócz zaćmy mam także astygmatyzm . Soczewka refundowana przez nfz nie rozwiązywałaby problemu do końca, Musiałabym nosić okulary korygujące, ok. 4+, a do tego czekać na zabieg ok. 2 lata- jeśli choroba dalej postępowałaby w takim tempie to podejrzewam że już za parę miesięcy byłabym zupełnie niewidoma. Czas oczekiwania na zabieg wykonywany prywatnie to ok. 2tyg- tyle trwa oczekiwanie na soczewkę.
Z takim kompletem informacji wyszłam z gabinetu okulistycznego. Zaczęliśmy się już zastaniawiać nad tym, jak ułożyć budżet domowy i plany zawodowe (rekonwalescencja trwa znacznie dłużej niż sam zabieg bo ok. 4-6 tygodni, a podczas niej nie można się forsować fizycznie, nic podnosić, schylać się itp. Itd., więc przez ten czas Mateusz będzie musiał wziąć urlop i zająć się naszym Skarbem) żeby jak najszybciej wykonać zabieg choćby na jednym oku.
Okazało się że mając odpowiednie dojścia można załatwić sprawę inaczej… Moja mama, która również miała operowaną zaćmę kilkanaście lat temu, namierzyła Panią dr która ściśle współpracuje z profesorem, który przeprowadzał u niej zabieg.  Wizyta kosztowała 80zł (poprzednia 380zł!) i odbyła się w sobotę, a w poniedziałek zadzwonił telefon. Odebrałam bez zastanowienia, przecież od dłuższego czasu i tak nie widzę kto do mnie dzwoni. Ciepły głos w słuchawce poinformował mnie, że profesor zgodził się mnie operować w pierwszym możliwym terminie, czyli 4 września! Zaniemówiłam. Trudno opisać co wtedy poczułam, nagle to że będę widzieć stało się dla mnie takie namacalne, takie realne i bliskie. Łzy popłynęły grubymi strugami po policzkach. Kubuś musiał wyczuć że to nie są smutne łzy bo zaczął się do mnie głośno śmiać:)
 Oczywiście nie mogło być tak kolorowo… Zostałam przyjęta na oddział szpitalny, miałam osobną salę. Zostałam zbadana na wszystkie strony, nie było żadnych przeciwwskazań do przeprowadzenia zabiegu. Oznaczono mi nawet strzałką na czole które oko będzie operowane, kiedy wypłynął pewien problem. Otóż nikt nie zastanowił się nad tym jaką soczewkę można mi wszczepić… Sama zaczęłam się dopytywać czy na pewno rozmawiam z lekarzami o tym samym zabiegu, w wyniku którego mogłabym czytać bez okularów. Niestety potraktowano mnie liniowo wraz z 70/80latkami poddawanymi operacji ze zwykłą soczewką, podczas gdy osoby młodsze mogą liczyć na większą łaskawość NFZ w kwestii doboru soczewki. Mogłabym długo opisywać ciąg wydarzeń, które doprowadziły do miejsca, w którym teraz się znajduję oraz jak wielkie było to dla mnie rozczarowanie. Przecież miałam już widzieć… Najważniejsze że za 3 tygodnie będę poddana zabiegowi na lewym oku, z odpowiednią soczewką, na koszt NFZ. To dobra wiadomość, szkoda tylko że nic nie da się załatwić ot tak po prostu. Wszystko trzeba wygryźć, wywalczyć, przekopując się po drodze przez górę absurdów, nieporozumień, niedopatrzeń… Skąd brać na to wszystko siły?



oddzielenie
  • Facebook
  • Pinterest
  • Twitter
  • Google Plus
  • RSS
  • Email
  • Add to favorites

Dodano 8 września 2013 do kategori: Bez kategorii • • Dodaj komentarz

Napisz komentarz