Ratuję Kubusia

Jak ogarnąć bajzel? Opisać go!

No i porobiło się. Bajzel jak nie wiem. Ale nie taki, że ciuchy porozrzucane a gdzieś na wysokiej szafce kurz zalega (choć taki też by się znalazł) Bajzel w głowie mi się zrobił. Chcę jak najlepiej, to pewne, ale czy na pewno to co robię to jest właśnie to „najlepiej”?

Z jednej strony ryzyko, z drugiej chęć życia. Takiego w miarę normalnego życia. Póki co, choć bardzo bym chciała, tak normalnie to nie jest. Chyba że tylko chwilami. Ogólnie mam dosyć takiego siedzenia w domu. I nie dlatego że chcę wracać do pracy, bo i tak nie zostawiłabym jeszcze Maluszka w rzadnym żłobku czy pod czyjąś opieką, nawet gdyby był zdrowy. Po prostu, on w moich oczach jest jeszcze taki malutki… Zresztą sam jescze nie jest gotowy na rozłąkę z mamą- wskazuje na to jego zachowanie, gdy na próbę został z Tatą po południu… Choć Tata radzi sobie z nim świetnie i wszystko na pewno robił jak należy, to Qbiś już takiej dojrzałaości nie miał. Strajkował przy drenażu, strajkował przy jedzeniu. Gdy tylko wróciłam do domu, dziecko jakby odmienione- śmieje się ze wszystkiego, wcina deserek aż się uszy trzęsą. Ot ten lęk separacyjny. Ale nie o takie wyjścia mi chodzi.

Chciałabym wychodzić z Kubusiem, tylko jestem strasznie pod tym względem zblokowana. Wiem, że np wyprawa do centrum handlowego nie jest najlepszą możliwą atrakcją także dla zdrowego dziecka, ale chciałabym móc wyskoczyć na szybko choćby po paczkę pampersów, czy po jakiś ciuszek dla Brzdąca, by móc go „na oko” przymierzyć. A tutaj działa dodatkowo element psychologiczny- „zakazany owoc smakuje najlepiej”. I jak ta nastolatka chciałabym móc, ten przez siebie samą nałożony zakaz złamać. Bo to wcale nie chodzi o to centrum, tylko o tę możliwość, którą podałam jako przykład. Tu chodzi o jakiekolwiek wyjście „do ludzi”. Potrzebuję odskoczni, ale nie od Kubusia i macierzyństwa, ale od domu. Od monotonni codzienności którą mogę przytoczyć w środku nocy jak mantrę: przewijanie-karmienie-nebulizacja-drenaż-sterylizacja-karmienie-gotowanie-przewijanie-nebulizacja-sterylizacja-karmienie-spacer-karmienie-konferencja-nebulizacja-drenaż-sterylizacja-karmienie-kąpiel-karmienie-usypianie-uff. Tak w skrócie telegraficznym wygląda przebieg każdego naszego dnia- temu jest podporządkowany, te czynności wytyczają dniu rytm. Oczywiście rytuały muszą być zachowane dla zdrowia Kubusia, a takze dla jego poczucia bezpieczeństwa, ale muszę wpuścić do naszego życia coś jeszcze;) I choć gdzieś w głębi duszy świta mi, że w domu najbezpieczniej, że tylko w domu nie narażam Kubusia na infekcje, to jednak mam już dosyć tego klosza.

To zresztą tez kwestia przyzwyczajenia- ciągle powtarzałam sobie że sezon grypowy, że Kubuś jeszcze maleńki. Tymczasem sezon grypowy minął,a Kubuś ma już 7 i pół miesiąca! Chciałam wprowadzać moje dziecko w życie, a na razie czuję się, jakbym je od niego odcinała. I trochę tak jest, choć przed samą sobą do niedawna zarzekałam się że tak nie jest i nie będzie. Wpadłam w pułapkę lęku o jego zdrowie. I właściwie wystarczyło to napisać, by czytając, uświadomić sobie jak to zmiennić:)

Ps. Żeby oddać sprawiedliwość, rozmawiałam na ten temat z Małżem i oczywiście formułowałam te same wnioski, ale mimo mówienia, psychicznie wziąż byłam zablokowana. Na szczęście to już przeszłość. Wkrótce zmiany!




oddzielenie
  • Facebook
  • Pinterest
  • Twitter
  • Google Plus
  • RSS
  • Email
  • Add to favorites

Dodano 30 maja 2013 do kategori: Bez kategorii • • Dodaj komentarz

Napisz komentarz