Ratuję Kubusia

Jak gotować i nie zwariować

W poprzednim wpisie napisałam, że po odrzuceniu wszelkiej żywności przetworzonej, pozbyciu się wszelkich „gotowych do spożycia” produktów, czułam się jak zakładnik w swojej kuchni. Nie ma w tych słowach odrobiny przesady. Autentycznie przeżywałam olbrzymi stres związany z tym, że zawsze muszę być krok do przodu, mieć chociaż jedno gotowe danie, na wszelki wypadek. Bez tego nie mogliśmy iść na spacer, jechać do sklepu, planować czegokolwiek. Starałam się, żeby jedzenie nie było monotonne, co dodatkowo wywierało na mnie presję codziennego wymyślania, kombinowania, zakupów itd… Tak było do czasu, kiedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo mnie to męczy. Uznałam, że jest to niemożliwe do kontynuacji na dłuższą metę. Był to moment przełomowy. Oczywiście ów przełom nie polegał na tym, że rzuciłam wszystko w kąt, machnęłam ręką i wróciłam do dawnego sposobu odżywiania. Co to to nie. Wiedziałam, że to jest moment, w którym muszę dać z siebie więcej, żeby później to zaprocentowało. Zaczęłam się zastanawiać nad rozwiązaniami i dziś podzielę się z Wami swoimi „trikami”.

  1. Planowanie- znasz to uczucie, kiedy wstajesz rano i wiesz dokładnie co robić, co na siebie włożyć, jakie dobrać dodatki, co zjeść na śniadanie…? Kiedyś było mi ono zupełnie obce. W wiecznym niedoczasie biegałam w popłochu szukając… sama nie wiem czego. Wszystko dlatego, że nie poświęcałam poprzedniego dnia czasu na zaplanowanie tego, co powinnam zrobić, czy przygotować. Tak samo działa to w kuchni- jeśli nie zaplanujesz posiłków na cały dzień, to będziesz się miotać i w stresie i popłochu przekładać składniki którymi dysponujesz, a ostatecznie i tak Ci czegoś zabraknie. Warto spisać przynajmniej z jednodniowym (idealnie byłoby z tygodniowym) wyprzedzeniem jadłospis, a potem na jego podstawie stworzyć listę zakupów. W sklepie też o wiele łatwiej zdecydować co włożyć do koszyka, gdy wiemy czego potrzebujemy. Gdy mamy plan i niezbędne produkty, gotowanie to już sama frajda:)
  2. Gotowanie w duuużym garnku- niby jasna sprawa, że dla całej rodziny jedzenia trzeba nagotować sporo, ale zazwyczaj idę o krok dalej i gotuję więcej niż jesteśmy w stanie zjeść. Dzięki temu mogę przechować potrawę na następny dzień, lub… –> pkt 3 i 4
  3. Wekowanie- została zupa? Nie dojadamy jej na siłę gdy nie mamy ochoty. Wlewam ją wrzącą do wyparzonego słoika i odstawiam na zakrętce. Gdy chcę by mogła postać trochę dłużej, pasteryzuję dodatkowo słoik następnego dnia. Nic prostszego. Oczywiście wekować można nie tylko zupy. Teraz jestem w trakcie przygotowania przecierów i koncentratów pomidorowych, a wkrótce zajmę się dynią. Zimą będę sobie za to wdzięczna;)
  4. Mrożenie- w moim przypadku głównie sezonowych warzyw, owoców (sklepowe mrożonki mogą zawierać gluten lub inne alergeny,a czasem także cukier, poza tym są dużo droższe niż sezonowe warzywa czy owoce). Zainwestowaliśmy w zamrażalnik, który stoi w garażu i jest już prawie pełen zapasów na zimę;) Oczywiście zamrozić można też gotową potrawę.
  5. Pewniaki- czyli takie dania, które robi się błyskawicznie, z zamkniętymi oczami i wiem, że Kuba na bank je zje. (Tak, dla Kuby kiedyś też oznaczało to coś niezdrowego… Wszystko jednak jest do wypracowania i w tej chwili jego smaki diametralnie się zmieniły:)) Aktualnie króluje u nas chlebek i placuszki gryczane, budyń jaglany, krupnik (jaglany, a jak!), bądź duszony filet z indyka z warzywami. Aaaa…  zapomniałam o najważniejszym- owoce, teraz jest ich taki wybór, ale i zimą nikt nie pogardzi np pieczonym z imbirem i cynamonem jabłkiem…
  6. Lunchbox- to najważniejszy chyba punkt na liście, bez tego praktycznie nie moglibyśmy się ruszać z domu. Co z tego, że mamy gotową potrawę gdy nie mamy jej jak ze sobą zabrać… Wracanie do domu co trzy/cztery godziny tylko po to żeby zjeść, może skutecznie rozbić cały dzień. Restauracja? Szczerze nie znam takiej, gdzie potrawy byłyby w 100% wegańskie i bezglutenowe, w dodatku bez soji i cukru. (O ile w moim przypadku pewien kompromis pewnie by nie zaszkodził, o tyle nie zamierzam eksperymentować na Kubie.) Ponadto, jest jeszcze jedna komplikacja- w restauracji nigdy nie wiadomo ile dana potrawa zawiera dokładnie tłuszczu, a Kuba do każdego grama tłuszczu musi dostać odpowiednią dawkę enzymów. Nie dajemy się więc zaskoczyć i w praktyce zawsze mamy ze sobą torby z jedzeniem i Kreonem (enzymami trawiennymi).

A Wy macie jeszcze jakieś sprawdzone sposoby na organizację posiłków? Będzie mi bardzo miło gdy podzielicie się w komentarzach :*




oddzielenie
  • Facebook
  • Pinterest
  • Twitter
  • Google Plus
  • RSS
  • Email
  • Add to favorites

Dodano 16 sierpnia 2017 do kategori: Bez kategorii, Trufla od kuchni • Otagowano jako: , , , , , , , , Dodaj komentarz

Napisz komentarz