Ratuję Kubusia

Czy bliskość jest nam bliska?

Jeszcze trzy, czy cztery lata temu na pewno nie zadałabym sobie tego pytania. Relacje, znajomości jakie zwykłam wtedy nawiązywać wynikały z podobnych upodobań, zainteresowań, poziomu intelektualnego czy poczucia humoru. Otaczałam się osobami, z którymi byłam w tych aspektach zgodna i te osoby uważałam za bliskie.

Wszystko zmieniło się, gdy najbliższa na świecie stała mi się maleńka istota, której hobby wydawało się być robienie kupy, interesowała się głownie jedzeniem, nie rozmawiała ze mną inaczej niż płacząc, czy kwiląc, nie była tez wtedy szczególnie skłonna do żartów… Nie zastanawiałam się wtedy jaki styl rodzicielstwa będę reprezentować, na co pozwolę a na co nie, czym będę się kierowała wyznaczając granice. Czułam jednak klimat, atmosferę jaka chciałam by nam towarzyszyła. Dopiero później znalazłam termin, który mógł je definiować…

Rodzicielstwo bliskości. To najbardziej naturalny i intuicyjny sposób wychowania dziecka, jaki można sobie wyobrazić. W telegraficznym skrócie, można go określić jako podejście do relacji z dzieckiem, bazującej na wzajemnym zaufaniu, akceptacji uczuć i emocji (także tych trudnych), szacunku dla drugiego człowieka (także tego, który jest jeszcze bardzo mały).

Czemu więc tak często przychodzi z olbrzymią trudnością? Czemu jest wypierany na rzecz sposobów bliższych tresurze niż wychowaniu?

Wszystkie założenia rodzicielstwa bliskości są oczywiste, jasne, budzące wewnętrzną aprobatę, wydawałoby się, że banalne do stosowania w życiu codziennym. Mimo to, nawet najbardziej świadomym rodzicom zdarza się popełniać błędy, lub zwyczajnie nie wiedzieć jak postąpić. (Mnie zdarza się to wręcz często;))
Dzieje się tak dlatego, że w sytuacji napięcia, stresu, wymagającej szybkiej reakcji, często sięgamy po rozwiązania nam znane. Niekoniecznie samodzielnie wypracowane, niekoniecznie te, które uważamy za słuszne.

Kiedy byłam dzieckiem, nikt nie słyszał o rodzicielstwie bliskości. Myślę, że niewiele zastanawiano się nad tym, jak wychowanie może wpłynąć na późniejsze emocjonalne życie, nie tylko dziecka jako przyszłej samodzielnej jednostki, ale także rodziny, panujących w niej relacjach, więzi, a jednak wcale nie odbijało się to na nich negatywnie (nie wnikam w problemy wynikające z ewidentnych patologii). W wielu przypadkach kierowano się przyjętym w konkretnej rodzinie i przekazywanym z pokolenia na pokolenie normach postępowania, rozwiązywania konfliktów. Nie twierdzę, że zawsze złych, ale często obarczonych autokratycznym tonem „tak, bo ja tak mówię; nie, bo nie” Czy jest ktoś, kto nigdy nie spotkał się w swoim dziecięcym życiu z taką, lub podobną wymówką? Jeśli tak, to gratuluję, ja (i wiele osób które o to spytałam), tego szczęścia nie miałam. Z drugiej strony, wiele zachowań zgodnych z rodzicielstwem bliskości było też praktykowanych jakby mimochodem, bez potrzeby nazywania ich jakimkolwiek terminem, bez przypisywania do jakiegokolwiek nurtu, ideologii, bez narażania się na zewnętrzne osądy.

Dziś na wiele rzeczy patrzy się inaczej. Każda działalność wiąże się z presją. Nie tylko tą zewnętrzną, ale także osobistą, ambicjonalną, gdy chcemy coś zrobić najlepiej jak to możliwe, a nie najlepiej jak potrafimy. Myślę, że dodatkowo nakręca to łatwości dostępu do informacji, ich swobodny przepływ… Coraz częściej zanim zaczniemy się zastanawiać co myślimy na dany temat, jak rozwiązać dany problem, sprawdzamy co na ten temat ma do powiedzenia dr Google, bo w końcu na pewno ktoś już to przerabiał. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że często moc opiniotwórcza np. portalu, czy wykreowanej postaci zabija potrzebę dokonania własnego wyboru, podjęcia najwłaściwszej dla siebie decyzji, samodzielnej, niezależnej refleksji. To sprawia, że coraz mniej ufamy samym sobie, coraz mniej słuchamy samych siebie, oddalamy się od samych siebie… Jak możemy wiec być bliscy komuś?

Podejście z bliska jest mi bliskie. Głownie dlatego, że nikt nie mówi mi jak mam postąpić w konkretnej sytuacji, jakich kurczowo trzymać się zasad, za to na drodze rodzicielstwa stawia filary, o które mogę się podeprzeć, gdy nie jestem pewna co i jak zrobić. Rodzicielstwo bliskości to nie wykaz reguł, rad, gotowych do zastosowania rozwiązań. To sposób myślenia, który stwarza przestrzeń do własnych interpretacji sytuacji, emocji, zachowań, porozumienia w duchu bezpieczeństwa, zaufania, akceptacji, miłości.

Szczególnie dobrze odnajduję się z moją rodziną w tej przestrzeni. Jesteśmy sobie bliscy, każdy sobie z osobna i nawzajem.



oddzielenie
  • Facebook
  • Pinterest
  • Twitter
  • Google Plus
  • RSS
  • Email
  • Add to favorites

Dodano 15 stycznia 2015 do kategori: Bez kategorii, Rodzicielstwo • • 2 komentarze

Komentarze
  1. Kasia HPM napisał(a):

    o rodzicielstwie bliskości dowiedziałam się już jak mały był na świecie… i zaskoczona byłam, że do miłości i bliskości okazywanej dziecku muszą być osobne teorie, że nie jest to takie oczywiste. Choć powinno.

Napisz komentarz